środa, 3 sierpnia 2016

Minky kocyk i poduszka - Wesołe Pandy

Powrót do szycia po 8 miesiącach przerwy okazał się bardzo trudny. Pamięć zawodzi. Tak długi czas sprawił, że ciężko było mi przypomnieć sobie wypracowane wcześniej triki szyciowe. Dodatkowo maszyna po powrocie z naprawy nie jest w lepszym stanie niż przed naprawą. Teraz tak naprawdę zdaję sobie sprawę z tego jak słaby jest mój Łucznik i jak nie wiele jestem w stanie na nim zrobić. A jak już coś robię, jest to swego rodzaju męczarnia.

8 lat temu przyjechał do mnie mój pierwszy kot syberyjski Alex. Razem z wyprawką dostał czerwony kocyk, który wędrował za nim po całym mieszkaniu. Żywot kocyka skończył się, gdy był już w takim stanie "zakłaczenia", że pomimo odpylania wyglądał słabo. I tak skończyła się przygoda dziecięcego kocyka Alexa. Przeżuty, wymiętoszony, wylądował w koszu. Alex szukał go 3dni. 

Pomyślałam sobie, że nasz drugi kot syberyjski, który niedługo u nas zamieszka, musi mieć jakiś wypasiony kocyk. Długo się zastanawiałam, ale w końcu wygrały Pandy i Minky Turkusowy.


Wrażenia: Materiał Minky wcale nie jest łatwy do szycia. Powiem szczerze, że ślizgał się mimo przypięcia szpilkami. Dodatkowo zasypałam "puszkiem" cały pokój. Jednak efekt super! Ten komplecik jest uroczy. Do kocyka dorobiłam poduszkę, powłoczka jest zdejmowana, żeby można było ją uprać. A rybka to już taki gadżet powstały z resztek materiały :)

Tadeusz - ta maskotka nadaje się do prezentowania dosłownie wszystkiego. Wygląda zawsze twarzowo :)

Zauważyłam, że wiele osób szyje podobne zestawy dla dzieci. I tutaj moje spostrzeżenie. Bawełny dostępne są w różnych pięknych wzorach. Jednakże, są twarde i gniotą się, przez co wyglądają średnio estetycznie. Bawełnę w dziecięcym kocyku zastąpiłabym dresówką lub jerseyem. Też można trafić jakiś fajny wzór. Niestety te materiały są droższe od bawełny. 

Kocia poduszka - IKEA

Zanim kotek u nas zamieszka trzeba mu skompletować wyprawkę. Kocyk już ma, poduszkę też. Wstępne zamierzenie było takie, żeby włożyć poduszkę do domku dla kota. Ale domku jeszcze nie ma :)



Mam nadzieję, że tym razem szybciej tu wrócę. Chyba, że praca wykończy moje oczy. 
Ostatnio są w słabej formie.


czwartek, 7 lipca 2016

Recenzja Organizera Ślubnego - the mission

Minęło kilka miesięcy od ostatniego kreatywnego wpisu. A ja odzywam się dopiero teraz. Wstyd. Zwracając uwagę na fakt, że prowadzenie bloga przyniosło mi w życiu dużo dobrego.

Od jesieni prowadzę walkę z czasem. Kiedy ktoś ze starszych znajomych mówił „Zobaczysz po studiach czas leci dużo szybciej, święta i po świętach, następne święta, wymęczony urlop, sylwester i tak w kółko”. Przyznam, nie wierzyłam. No to teraz mam przykład po sobie... ile bym się nie zabierała do szycia zawsze pojawia się coś „innego” do zrobienia.

Dzisiaj recenzja ORGANIZERA ŚLUBNEGO – mission. Organizer jest najlepszym potwierdzeniem mojego trybu w ostatnich miesiącach, ale o tym na końcu J

Pewnego dnia w mojej skrzynce pocztowej znalazłam prezent od anonimowego przyjaciela. Organizer ślubny. Gadżet prezentowy z okazji zaręczyn. 

Organizer to rodzaj kołonotatnika, zawierającego szczegółowo rozplanowane działania związane z uroczystością zaślubin jak i organizacją wesela. Organizer składa się z 122 stron.

Na samym początku autor przedstawił przykładowe Kalendarium przygotowań ślubnych oraz plan dnia ślubu i wesela. Oczywiście ja jak to ja... przeglądając pierwszy raz ten notesik stwierdziłam "Przesada... 9 miesięcy wcześniej zrobić coś tam.." W efekcie pomimo dobrego zorganizowania zostawiłam kilka rzeczy na ostatnią chwilę, co sprawiło, że atmosfera zrobiła się nerwowa :)
W notatniku znajdziecie również miejsce na sporządzenie listy gości, listy zaproszeń i zawiadomień. Warto zwrócić uwagę na porady dotyczące fotografa, kamerzysty czy wyboru kwiatów. Na pamiątkę możecie wkleić również swoje zdjęcia. 
Jeżeli uda wam się uzupełnić organizer za kilka lat może być on fantastyczną pamiątką :)
I teraz najważniejsze... Ja osobiście nie skorzystałam z notatnika, ba... nawet do niego nie zajrzałam. Obecnie się zbieram do wypełnienia "po czasie" ;)

Jeżeli chcecie znać moją opinię to organizer zupełnie mi się nie przydał, w ferworze pracy eleganckie zapiski raczej się nie udają. Większość informacji zapisywałam na karteczkach lub w moim prywatnym kalendarzu. Na umowy miałam oddzielną opisaną teczkę. To wyłącznie moja opinia. Może Wam spodoba się bardziej i spełni swoje zadanie? :)

Notatnik można zamówić na stronie: http://www.mymission.pl/ obecnie dostępne są dwa wzory do wyboru. 
A teraz kilka zdjęć:









poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Balmi. Ciasteczka z kakao z przepisu Ani Starmach.

Balsam Balmi w kostce wreszcie doczekuje się recenzji na blogu. Balsam malinowy dostałam w prezencie. Od razu pomyślałam - wygląda tak ciekawie, że muszę zrobić mu kilka zdjęć. Zdjęcia zrobiłam. Wylądowały na dysku. A że był to czas jesieni, czas w którym zastanawiałam się nad blogiem, nad szyciem, nad życiem.. zdjęcia przeczekały, aż do wiosny :)

Balsam Balmi jak widzicie na zdjęciach ma postać stożka, zamkniętego w pudełeczku w kształcie kostki. Opakowanie ma też sznureczek ala brelok. Recenzji w internecie mnóstwo. Pierwsza wada, o której piszą dziewczyny - szybko psujące się opakowanie. Pomyślałam sobie "Eeee tam... MOJE się nie popsuje!" Zamykałam z ostrożnością. Niestety popsuło się na następny dzień. Czym skutkuje popsucie opakowania?
Mimowolnym otworzeniem i ubrudzeniem wnętrza torebki :D
Jeżeli chodzi o działanie, to jest to mój najlepszy balsam jak do tej pory, który sprawdził się w zimę. Bardzo ciężko mi dobrać kosmetyki do ust, ze względu na uczulenia i nadwrażliwość. Ten okazał się strzałem w dziesiątkę! A do tego wspaniały MALINOWY zapach. Do dzisiaj noszę "kostkę" w torebce, nie wygląda już tak ładnie jak przed użyciem ;p ale swoje zadanie spełnia :)




Za czasów większej ilości wolnego czasu były wypieki. Proste i szybkie ciasteczka z przepisu Ani Starmach. Różne ciekawe przepisy znajdziecie w książeczce Ani - PYSZNE... na każdą okazję




























Dziękuję kochane za przemiłe maile, które otrzymałam od czasu kiedy nie publikuje na blogu. Chciałabym również podziękować Patrycji z be happy, która dość mocno mnie wspierała, szczególnie za jej pozytywną energię! :)

Obecnie intensywnie nadrabiamy wszelki "stracony czas", odwiedzamy znajomych, znajomi nas, jemy, gotujemy, tańczymy, sprzątamy, urządzamy, biegamy po sklepach, pracujemy. I tak mija dzień po dniu...

Moje zdrowie nadal troszkę kuleje, dostałam silnej alergii - uczulenie zaatakowało mi całe przedramię :| Wobec tego, nie obejdzie się bez interwencji lekarskiej. Zwłaszcza, że obecnie czekają nas działania, przy których takie atrakcje są niewskazane :(

Dzisiaj 11 kwietnia - urodziny mojego przyjaciela Damiana - w tym dniu najlepsze życzenia dla tej niezastąpionej osobistości, żeby nadal zabawiał nas swoim towarzystwem i barmańskimi zdolnościami! :)



niedziela, 24 stycznia 2016

Maszyna wróciła! SINNLIG świeca zapachowa w szkle - mini doniczka?

Witajcie w roku 2016! Zapewne część z was nie uwierzy, ale od czterech miesięcy to moja pierwsza wolna chwila, którą mogę poświecić wyłącznie dla siebie. Przez trzy miesiące oprócz czasu, nie miałam również maszyny.

Podsumowując rok 2015 był mało twórczy. Na różnych płaszczyznach dostałam tak wiele, że jest to stanowczo za dużo by się tym chwalić, i stanowczo zbyt dużo by słowo "dziękuję" wyraziło moją wdzięczność. Miałam również szczęście poznać fantastycznych ludzi, zdobyć ogrom wiedzy i zobaczyć kawałek nowego świata. Przykrości i brak uznania również były. Kilka razy upadłam i z ledwością dałam radę się podnieść. Przestałam też planować. Może też nie spełniam oczekiwań niektórych osób. Ale ja postaram się być z siebie bardzo zadowolona. 

A teraz czas na SINNLIG świecę zapachową w szkle z IKEI. Co zrobić, gdy świeczka się wypali? Ja włożyłam świecznik do zamrażarki, aby wosk zamarzł. Zamarznięty wosk, wykruszyłam. Z myciem było już trochę trudniej, ale po kilkakrotnym myciu uzyskałam całkiem fajną szklaneczkę. A szklaneczkę wykorzystałam jako doniczkę do kaktusa. Co prawda już z niej wyrósł :) Myślę, że taka szklaneczka może się przydać, zawsze to dodatkowy świecznik na tealight :)


Jak już jesteśmy przy temacie IKEI, to wczoraj składając szafeczkę, chyba znów sobie zepsułam moje kręgi Th coś tam i L coś tam. Dobrze, że samochód mam w miarę wysoki, to jakimś cudem przetransportowałam się na egzaminy, ale poturbowałam się dość porządnie :D






























Kot Alex i jego "taca" :)



poniedziałek, 26 października 2015

czasem zbędne są wszelkie słowa


A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien

Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...




wtorek, 6 października 2015

Filusio oraz relacja z pozytywnego przeżywania jesieni

Witajcie dziewczyny! Dzisiaj Ania pojawia się dosłownie na chwilkę. Miało być pozytywnie? Skończyło się chorobowo :) Żadne zastosowane środki profilaktyczne nie uchroniły mnie przed standardowym jesiennym wirusem. Wiedziałam, że to powiem prędzej czy później... Lato było wspaniałe, przynajmniej głowa bolała mnie wyłącznie od upału ;p

Jakiś czas temu jadąc metrem, przeglądając zdjęcia "inspiracje" wpadłam na pewnego króliczka. Postanowiłam stworzyć coś podobnego. I oto powstał wesoły Filusio:



Jesień to dla mnie czas utrudnionej fotografii. Światło jest jakie jest, niewolnikiem człowiek też nie jest, żeby czekać na dobry moment, a więc zdjęcia są jakie są. Już tęsknię za sesjami królików ślubnych na powietrzu! 

Ostatnio zaczęłam myśleć intensywnie nad niaf niaf. Dużo, dużo pomysłów mam w głowie :) Tylko czasu nie mam na ich wykonanie. Póki co założyłam blogowy instagram. Spodobał mi się jego zamysł, szybkie i wygodne publikowanie zdjęć, oraz podpatrywanie kreatywnych kobiet. Zapraszam do obserwowania niafniafblog :)


























Nie pamiętam czy kiedyś o tym wspominałam, ale blog na początku był dla mnie formą terapii. Właściwie do założenia zachęciła mnie Mama mojego narzeczonego, mój motywator i dowód na to, że w domu może być wiele rzeczy, które można uszyć samemu, np. woreczki na spinacze do bielizny :) Nie miałam pojęcia, że już jakiś czas potem większość dzieci przyjaciół, znajomych i rodziny będzie miało w swoich zasobach królika handmade lub słonika ze swoim imieniem :) 
Jestem bardzo zadowolona, że niaf niaf istnieje. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez tych krawieckich gadżetów, zabawek, ślubnych króliczych kreacji i innych małych głupotek. Czasem, gdy spotkam na swojej drodze człowieka z którym ciężko idzie rozmowa, zaczynam opowiadać o blogu, szyciu, pokazuje zdjęcia. Serce mięknie :) A jak nie... to zawsze mam w zanadrzu zdjęcie jamnika "FAFIKA" :D Z obserwacji wynika, że kruszy serce, nie tylko właścicieli tego uroczego pieska.

To by było na tyle. Na prawdę wspaniale mieć pasję. A jeszcze wspanialej móc ją z kimś dzielić :)

"Nawet z pozoru najdziwaczniejsza, najskromniejsza pasja jest czymś bardzo, ale to bardzo cennym."




sobota, 26 września 2015

Króliki Ślubne pozytywnie turkusowe

Powoli staje się monotematyczna :) Miałam wspaniały plan pokazać wam coś nowego, mój autorski projekt pluszaka, no i stało się... zepsułam projekt! Do tego stopnia, że nie nadawał się na pokazanie na blogu. Króliki ślubne zawyżyły znacznie poziom i niestety muszę piąć się w górę :D


Jesień. Najgorsza pora roku jak dla mnie. Nigdy nie potrafiłam przeżyć jej pozytywnie. Zawsze jesień generowała kłopoty i zmartwienia. Z czasem to już nawet mnie nie dziwiło, że wszystko idzie nie tak. Potem był pierwszy listopada, potem jedenasty i święta. Święta, za którymi tak "bardzo" przepadam. I tu zaczyna się temat rzeka, więc kulturalnie będzie urwać wątek :) Polecam dla rozluźnienia mało ambitną książkę Johna Grishama "Darujmy sobie te święta". Książka wpadła mi w ręce rok temu, kiedy chora przepychałam się w gigantycznym tłumie, tuż przed Gwiazdką, żeby dokupić ostatnie prezenty. 

Reasumując: Tegoroczną jesień planuje przeżyć wyjątkowo pozytywnie, z uśmiechem na twarzy. I choć jestem zmęczona, wracam do domu późnymi wieczorami, w weekendy czeka na mnie uczelnia (jeszcze tylko semestr!), mam problemy ze snem i z normalnym jedzeniem, a poszyć mogę sobie jedynie w nocy, to wytrzymam i dam radę! Czekają mnie wielkie zmiany i chciałabym mieć w sobie dużo siły by móc się nimi cieszyć.

No i czas na.....
Króliki Ślubne - no i wreszcie jest ten długi welon, który tak mnie zachwycił! Powiem, wam szczerze, że wybierając zdjęcia na bloga, patrzę na nie i szczęście spływa na moje serce. To był kawałek materiału, płaski, jak kartka papieru. A powstał królik, który ma twarz i nawet coś ta twarz wyraża. A jak są dwa to szczęście w ich mordkach można zobaczyć :)
Liczę, że razem z narzeczonym też będziemy mieć takie szczęśliwe mordki, jak się tak wystylizujemy, ha!














środa, 26 sierpnia 2015

Prezent dla pary młodej zamiast kwiatków. Króliczkowa Para Młoda :)

Kochani! A jednak w tym sezonie udało mi się stworzyć jeszcze jedną parę Państwa Królików. Tym razem przełożyłam mój zachwyt nad wspaniałym welonem znajomej na Panią Królik. Co prawda welon w końcowej stylizacji został skrócony, jednakże w planach mam zrobienie takiego baaardzo długiego :)
Podsumowując: Panią Królik ubrałam w suknię typu litera A. Materiał sukni został zmieniony z bawełnianego na delikatny, zwiewny, półprzeźroczysty. Suknię wykończyłam koronką zarówno na górze jak i na dole. Uzupełnieniem stylizacji obojga Państwa Młodych jest róża w kolorze pastelowego fioletu.
Króliczki już mnie opuściły, i  teraz czekają na Wielki Dzień Małgosi i jej przyszłego męża:)








   Jest i piesio :) Który dzielnie asystował w robieniu zdjęć. Z powodu stale mokrego nosa i mokrej piłki, poniżej mokrego nosa, podczas wykonywania pierwszego zdjęcia w plenerze, nastąpiła chwilowa izolacja Koreczka :) Wiadomo, jedno zabrudzenie na białej sukni i szyjemy jeszcze raz :D


czwartek, 9 lipca 2015

Króliki Ślubne wersja exclusive

Sezon weselny trwa, a na moim koncie w tym roku tylko jedna para królikowa. Ale i tak jestem bardzo zadowolona, udało mi się jakoś wygospodarować chwilę i przysiąść do wykonania tych uroczych pluszaków. Pewnie tak by się nie stało, gdybym nie miała zamówienia od mojej szkolnej koleżanki :) 

Co oznacza wersja exclusive? Przede wszystkim Pan Młody dostał marynarkę, a suknia Panny Młodej wzbogaciła się o koronkowy gorset i dwuwarstwową spódnicę, wykończoną koronką. Nie jestem wielką fanką welonów. Jednak ostatnio zobaczyłam zdjęcia mojej znajomej ze ślubu. Miała przepiękny welon, chyba dwu metrowy. I to nie jakąś dziwaczną dziurkowaną sztywną firankę, tylko genialny aksamitny kawałek materiału. O! I właśnie muszę pomyśleć o welonie dla króliczej panny młodej :)

Już niedługo minie 3 lata odkąd prowadzę bloga. To niewiarygodne ile moich zabawek poszło "w świat" i o ilu już zapomniałam. Dlatego tak ważne jest gromadzenie zdjęć. Z wakacji, z uroczystości, imienin, urodzin, pikników, podróży. Od jakiegoś czasu mam plan zorganizować kilka albumów. Na razie nie mogę się do tego zebrać. Ale chyba by wypadało :) Jeszcze niedawno nie przykładałam dużej wagi do zdjęć ślubnych. Jednak ostatnio, razem z koleżanką, wybrałyśmy duże ramy i wywołałyśmy kilka zdjęć z jej ślubu który był 2 lata temu. Jak wiele się od tego czasu zmieniło...   
  A zdjęcia zostały i przywołują naprawdę pozytywne wspomnienia.